sobota, 9 lipca 2016

Maska w płachcie DIY

Mój pierwszy raz z Koreańską maską w płachcie zakończył się niemałym sukcesem. Moja skóra była nawilżona jak nigdy i bił od niej promienny blask (mowa o masce Dark Panda). Zdecydowałam więc, że oficjalnie warto je na stałe wprowadzić do mojej pielęgnacji cery. 
Jedyną przeszkodą jaka stanęła mi na drodze była cena. Czytając książkę "Sekrety urody Koreanek" dowiedziałam się, że maski te są bardzo tanie w Korei, niestety u nas trzeba zapłacić za nie ok. 10-15 zł za sztukę, jak dla mnie jest to całkiem pokaźna wartość. Sumując, stosując maskę w płachcie średnio raz w tygodniu kosztuje to ok. 50 zł na miesiąc, 600 zł na rok za same maseczki. Nie pokręciło mnie na tyle by wydawać każdy grosz na kosmetyki;) Wymyśliłam więc alternatywę - domową maskę w płachcie.



Jako maseczki używam zwykłej chusteczki, ale takiej z paczuszki, jest mocniejsza niż pudełkowa. Przykładam do twarzy i w odpowiednich miejscach wycinam otwory na nos, oczy i usta. Podobno są też w sprzedaży specjalnie wycięte czyste kawałki materiału, ale nie wiem czy dostaniecie je w Polsce. Następny krok jest całkowicie dowolny, możecie nasączyć maseczkę czymkolwiek chcecie. Ja użyłam wystudzonej zielonej herbaty - antyoksydanty, zwalczanie wyprysków, worków pod oczami i łyżeczki miodu - nawilżenie. Przelałam wszystko do butelki z atomizerem.


Najpierw spryskałam sobie twarz, a następnie maseczkę i nałożyłam na twarz (UWAGA: przed zastosowaniem myjemy i tonizujemy twarz!). Jeśli chusteczka będzie wysychać oczywiście można w czasie "zabiegu" spryskać całość. po ok. 20 minutach zdjęłam maseczkę. Zaraz po ściągnięciu skóra będzie trochę lepka, ale efekt ten znika po jakiś 10 minutach, staje się jedwabiście gładka i delikatna. Wiem, że brzmi to jak typowy tekst z reklamy cudownego kremu, ale właśnie taki rezultat uzyskałam :D
Takie domowe maski w płachcie nie kosztują nas prawie nic, a dają wiele. Zamierzam korzystać z tej metody gdy nie będę mogła sobie pozwolić na zakup albo po prostu między tymi sklepowymi.

Ps. Zdaję sobie sprawę, że dawno nie było żadnego posta o włosach, ale obecnie mam w domu remont łazienki i o ile twarzą mogę się zająć w kuchni, to o włosy nie mam jak zbytnio dbać, zwykłe umycie jest dla mnie luksusem:P
PPs. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam na morze, jeśli też planujecie wakacje to życzę wam udanego urlopu. Do zobaczenia w sierpniu:)

Co myślicie o maskach w płachcie DIY? Czego byście użyły do ich nasączenia? :)

12 komentarzy:

  1. Super pomysł, ja też kocham takie maseczki domowe, chociaż preferuję już gotowe płachty (ja kupuję w hebe za 5 zł) :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł świetny, może dodam "swój" składnik :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, a to pomysł :) Nie próbowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny pomysł z tą maseczką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Maska maską, ale ja niecierpliwie czekam na włosy ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podobnie, też czekam i pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Świetny pomysł! Sama nie kupuję masek w płachcie, bo 15zł za jedna to trochę za wysoka cena. W Hebe dostępne są skompresowane maski, 5zł za opakowanie, gdzie znajdziemy trochę ponad 10 wyciętych materiałów na maski. Można nasączyć je tonikiem lub nawet wodą różaną, świetna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja ostatnio zakupiłam w Naturze maseczki w tabletce :) spisują się bardzo dobrze, Twój pomysł jest super :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja raz widziałam na jakieś chińskiej stronce takie płaty już gotowe :D

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że trafiłeś na mojego bloga. Dziękuję za każdy cenny komentarz przez ciebie pozostawiony;)
Bądź szanującym się człowiekiem i nie SPAMUJ.
SPAM to komentarz obraźliwy (taki zostanie usunięty) lub z adresem twojego bloga.